"Dziewczyna z pociągu"
Ta książka wpadła w moje ręce dosyć niedawno. Czytałam ją zaledwie parę miesięcy temu. Zwykle unikałam thrillerów, co pewnie jest sprawką dorastania z bratem maniakiem horrorów (na ekranie). Do zmiany zdania przekonała mnie inna książka, którą opisze później, ta natomiast została mi polecona jako "podobna" co w moim odczuciu było błędne.
Towarzyszymy Rachel, która jest na dnie. W chwili rozpoczęcia akcji jest po rozwodzie, bez pracy i mieszka kontem u koleżanki którą nie lubi, pije codziennie oraz rozpacza nad utratą swojego życia. Oszukuje wszystkich i siebie. Przy zdrowych zmysłach trzyma ją tylko obraz idealnego życia, jaki kreuje codziennie podczas jazdy pociągiem, gdy przez krótką chwilę zagląda w okna pewnego domu. Któregoś dnia widzi jednak coś, co nie powinna... Następnego dnia kobieta która zamieszkiwała ten dom znika.
Opowieść śledzimy z perspektywy trzech kobiet Rachel, Megan (zaginiona) oraz Anny (była kochanka męża Rachel, która mieszka razem z nim parę domów dalej od Megan). Pełna zawiłości historia w której nawet nic nie znaczące drobiazgi, zebrane razem, tworzą całość. Na każdym kroku dopatrujemy się brakujących fragmentów układanki, a mamy do dyspozycji aż trzy różne perspektywy.
Mój wzrok w tej książce przykuł również sposób w jaki zostało opisane macierzyństwo, a zwłaszcza jego ciemniejsza strona. Bo jeżeli o jego blaskach można przeczytać wszędzie to o tej drugiej stronie zwykle się milczy.
"Dziewczyna z pociągu" na stałe zagościła u mnie na półce i serdecznie ją polecam. Ta książka jest właśnie dla Ciebie, jeżeli szukasz historii o której nie będziesz mógł przestać myśleć, dopóki nie poznasz zakończenia.